Zanim sięgniesz do portfela…

0
367

Zanim sięgniesz do portfela ….

Rok rocznie w Polsce upada tysiące firm, a jednak gdzie nie spojrzeć na trudnym, polskim rynku nadzwyczaj dobrze trzymają się, wyrastają jak grzyby po deszczu luksusowe apteki, kolejne gabinety prawnicze i lekarskie, powstają gigantyczne budowle sakralne- i to w kraju o znaczącym wskaźniku biedy, bezdomności, społecznego wykluczenia.

To wszystko nie dzieje się ot tak po prostu, z niczego. To my, potencjalni
klienci usług pielęgnujemy (często narzucony nam obyczajowo ) podział zawodów na: prestiżowe / wstydliwe, lepsze /gorsze narażając nas na wątpliwe korzyści, finansowe bezpieczeństwo. W istocie rzeczy każdy dobrze wykonywany zawód, profesja, zajęcie ma prawo do etykietki „ prestiż i zaufanie „jeśli kwalifikacje zawodowe idą w parze z osobistą uczciwością, odpowiedzialnością, zdrową motywacją wykonywanych usług.
Mamy świadomość, że wybierane zawody nie zawsze wiążą się z osobowościowymi predyspozycjami, talentami, prawdziwym powołaniem. Bywa też, że dokonany wybór zawodu jest efektem nacisków a nawet przymusu dla rodzinnej tradycji ( lekarze, prawnicy ) może być odwetem za czyjeś porażki szkolne, bycie kozłem ofiarnym ( nauczyciele) dla chęci szybkiego wzbogacenia się ( politycy ) wobec obsesyjnie poszukiwanej aprobaty i akceptacji, wychowaniem w zakwestionowanej wartości, urazem odrzucenia, albo jako sposób na zgłuszenie wewnętrznego strachu przed podjęciem ciężaru, nieprzewidywalnego życia ( duchowni ) – co już czyni z takich usługodawców ludzi mało wiarygodnych i nieprzewidywalnych.

To może być wskazaniem dla ograniczenia naszego zaufania ( i to niezależnie od kierunku zawodu ) z potrzebą oceniania nie tyle zawodowego potencjału, co przede wszystkim jakości dostarczanej nam usługi, uczciwej jej wyceny. Bywają tez zawody wymagające szczególnych cech charakteru, wyrzeczeń, predyspozycji psychicznych ale jeśli są zajęciem z przypadku, szybko stają się przykrywką dla tworzenia nakręconej wyłącznie na zyski maszynki, żerującej na ludzkiej niewiedzy, naiwności, bezsilności w bezpodstawnym zaufaniu – w zamian za nic.

Jest także w pewnych grupach zawodowych część tych osób, którzy są świetnymi teoretykami, ale praktyce jednak radzą sobie dużo gorzej. Powinniśmy tez mieć na uwadze, że czym innym jest pozyskiwanie rad, wskazówek, właściwego kierunku dla naszych celów a czym innym bierne poddawanie się stereotypom, manipulacjom na naszych uczuciach i emocjach, wyzyskowi czy społecznemu nakazowi bezwarunkowego ufania tzw zawodom „ ze świecznika – społecznego zaufania „ którzy z rozkoszą ustawia nas w szeregu, bez skrupułów wyciągając nasz ostatni grosz! Jak możemy się bronić – zastanawiamy się.

Zacznijmy od samych siebie. Zawalczyć o ochronę własnego dobra, interesu – nie jest żadnym przywilejem, lecz obowiązkiem każdego. Zanim więc poszukamy źródła wiedzy i wsparcia w ważnej dla nas sprawie najpierw zastanówmy się, czy rzeczywiście nie mamy możliwości poradzi c sobie sami. Pracujmy nad sobą, bądźmy otwarci, pogłębiajmy swoją wiedzę nawet tam gdzie chwilowo z niej nie korzystamy ( ta nauka nigdy nie powinna się kończyć ) zaufajmy najpierw sobie – potem innym, patrzmy na siebie z pozycji siły, potencjału (a nie słabości, kompleksów, wątpliwości ) i możliwości jakimi faktycznie dysponujemy, co nie wymaga gigantycznego wysiłku intelektualnego. Załatwienie naszych spraw -ale po swojemu, wcale nie musi oznaczać porażki, niebywałej wiedzy, wszechstronności a tylko krztyny rozumu i garści chęci. Nie starajmy się uparcie kwestionować że to, co dotyczy nas samych „ nie istnieje „ lub „ nie ma prawa bytu” ,, tylko dlatego że wolimy wątpić w siebie a zasługi oddawać innym, bo czegoś nie umiemy, nie rozumiemy. Zawsze możemy to zmienić, ale nie dopiero wtedy, kiedy nasze sprawy w rękach innych zaczynają się komplikować, nerwowo poszukując odwrotu, tracąc cierpliwość, cenny czas i pieniądze ale zanim uznamy, że nie potrafimy (bez pomocy ) zadbać o swoje sprawy. Nikomu nie będzie na tym bardziej zależeć niż nam samym.

Przykład. Zanim zwrócimy się o słoną, płatną pomoc lekarską przygotujmy się do tej rozmowy, nie bądźmy skrajnymi laikami wobec powszechnych chorób, wspierajmy lekarza w szybkiej diagnozie, poszukiwaniu przyczyn naszych dolegliwości. Także zanim łykniemy kolejną tabletkę, dokładnie czytajmy ulotki (może coś pominęliśmy w rozmowie z lekarzem i lek jest dla nas niebezpieczny ) a lecząc się obserwujmy reakcje organizmu na każdym etapie leczenia (np. stały pomiar ciśnienia jeśli nie jest właściwe, reakcje uczuleniowe itp) szukajmy sposobów na możliwość ograniczania leków, szukajmy wiedza o chorobie, podglądajmy nowości naukowe w medycynie, która w dobie komputeryzacji nabrała wyjątkowego tempa, zmieniamy styl życia jeśli ten stosowany nam nie służy, dla zachowania właściwej do wieku psychofizycznej kondycji. Nauka to postęp, która odkrywa to, co dotąd było nieznane ale też weryfikuje to, co ustaliła kiedyś, a my powinniśmy za nią nadążać. Nasza odporność jest warunkowana nie tylko tym co jemy ale także tym jak się czujemy we własnej skórze i w relacjach z innymi.

Poszukując rad w procesie zdrowienia, warto sięgać po sprawdzone sposoby naszych mam i babć ( ale weryfikując je ze wskazaniem medycznym, naukowym ) ucząc się mowy ciała, jego sygnałów. Korzystając z wiedzy internetowej nie traktujmy jej jako „ pewnika” ( te same objawy mogą generować rożne choroby )a tylko jako punkt wyjściowy, pewien element prawdopodobieństwa. Także w wielu publikacjach, biuletynach, czasopismach, poradnikach medycznych znajdują się wskazówki i pytanie testowe w kierunku przybliżenia nam powszechnych zaburzeń chorobowych ( lub wykluczając je ) i ich przyczyny, znajdując odpowiedź na pytanie : zaburzenie czy choroba – a to nie to samo. Jednak pod żadnym pozorem nie wolno nam na tym poprzestać – diagnozować i leczyć się na własną rękę, bowiem ostateczna decyzja z czym mamy do czynienia i jak należy postępować zawsze należy do lekarza i to on ponosi za nią odpowiedzialność.

Często borykamy się z dość powszechnymi, psychosomatycznymi (niefizycznymi ) zaburzeniami, które są efektem emocjonalnej po-urazowości, zakłócenia snu (bezsenności, snu za mało albo za dużo ) , jakości żywienia albo wobec dysproporcji pomiędzy pracą a wypoczynkiem. Możemy wtedy zadziałać przyczynowo, przez unikanie pracoholizmu, wysypiania się (każdy ma inny rytm, fazy snu więc lepiej mieć własne łóżko ) albo czasowego stosowania środków wzmacniających ( witaminy i minerały, najlepiej w postaci ukierunkowanych potraw ) i wyciszających organizm ( muzyka relaksacyjna albo taka jaką lubimy, oświetlenie antydepresyjne, masaże pod okiem specjalisty, herbatki ziołowe ) .Szukajmy sposoby na neutralizację nadmiernych, szkodliwych dla zdrowia naświetleń dodatnimi ładunkami elektromagnetycznymi, pochodzącymi z nacieków wodnych( zneutralizują je kasztany, miedź ) telewizorów, komputerów, innych urządzeń domowych np. przez pozbywanie się ich z naszych miejscach do odpoczynku, pozyskując takie rośliny, które te ładunki pochłaniają. Uczmy się zdolności odwracania swojej uwagi od tego co nas trapi, irytuje, przestrajania się z nadmiernej melancholii ( w chłodnych porach roku ) i stanów depresyjnych ( z nadmiaru obciążeń, problemów ) w dobry nastrój- dowartościowaniem się czymś, z czego jesteśmy dumni, co nas po ludzku cieszy, wzmocni nasze poczucie indywidualności i przynależności. Jak ? Obecnością tych których kochamy, ufamy im, kibicujemy ich ambicjom, zwrotem do do własnych zainteresowań i pasji. Każdy powinien je mieć, także swój margines życia do którego nikt nie ma dostępu. Kiedy to sobie uświadomimy, szybko okaże się jak wiele możemy dąć sobie od siebie. I to bez pomocy innych a zwłaszcza lekarzy i farmakologii. Odpowiedzialne wspomaganie organizmu na drodze do wyleczenia, nie jest tożsame z wyręczaniem go z jego możliwości i powinności więc zaufajmy tej wewnętrznej sile, mechanizmom które posiadają zdolności znieczulające, samoregulujące, a nawet re-misyjne. Dopiero, kiedy nie ma efektów naszych wysiłków, zwróćmy się do specjalisty. Jeśli tu też mamy wątpliwości, poszukajmy innego lekarza i to bez poczucia nielojalności, czy winy.

Życie to nieustannie pędząca karuzela, musi raz opadać a raz się wznosić, na przemian. Samej zmienności odczuwania, emocji nie musimy się obawiać, są czymś zupełnie naturalnym, idzie tylko o to, by nie wpadać w skrajności, być menadżerem własnych (a nie czyiś ) emocji, dążyć w kierunku zachowania proporcji we wszystkim, mieć ambicje rozwijania się, stawania się lepszym dla siebie i innych, szukając alternatywnego działania i „złotego środka”, nawet jeśli w pełni nie jest osiągalny.
Akceptujmy nasze porażki, błędy ( nie przestępstwa !) , ludzkie słabości – nie jesteśmy doskonali, bestiami czy ziemskimi aniołami – wszyscy jesteśmy ( tylko i aż ) ludźmi. Nie zamykajmy się w emocjonalnych pancerzach, nie stawiajmy sobie zbyt wysokich, ambicjonalnych poprzeczek ( nie wszytko zależny od nas ) a skutecznie ochronimy się przed kumulacją przykrych doświadczeń, nowych porażek, które nie są krokiem w tył, lecz w przód, przestrogą na przyszłość. Tak unikniemy konsekwencji spadku nastroju ( poza genetycznym lub chorobowym uwarunkowaniem ), psychicznego bólu, przygnębienia, poczucia bezsensu.

W kwestii lekowej i dla własnego bezpieczeństwa nie kupujmy leków, innych specyfików medycznych poza aptekami – zwiedzeni ceną, lub podobnie brzmiącą nazwą. Nie ma leku bez efektu ubocznego (toksyny polekowe ) , dlatego w pełni swiadomie i odpowiedzialnie nie ulegajmy agresywnym reklamom w mediach, gdzie dobro pacjenta jest wątpliwe – bardziej zyski zyski firm, w tym zwłaszcza farmaceutycznych.
Oczekujmy tez od lekarzy tańszych zamienników ( jeśli nasz budżet jest slaby ) kierując zaoszczędzone środki na lepsze odżywianie się i aktywny wypoczynek. Jeśli lekarz czy farmaceuta uporczywie zapewniają nas, że nie ma zamiennika drogiego leku – sprawdźmy to w innej aptece, poradnikach leków, w internecie z podpisem autora, instytucji odpowiedzialnych za informację. Zaufanie – tak, ale jednak ograniczone i to dla własnego dobra.
Przykładów jak żeruje się na naszej nieświadomości, naiwności, emocjach słyszymy na każdym kroku, nieustannie. Zarówno prawnicy, lekarze, politycy, bankowcy, ubezpieczyciele itd. wpadają ( zwykle zamożnością ) w amnezję zawodowej etyki i odpowiedzialności za sprzedawane oferty, z łatwością poddając się korupcji a z racji poczucia zawodowej „wyższości „ i uprzywilejowanej pozycji właśnie – zamieniają zawodowy profesjonalizm, fachowość na szkodliwą rutynę, zimną kalkulację kosztem innych grup zawodowych, zależnych i słabszych. Najwyższą cenę za brak profesjonalizmu, rezygnacje z empatii i ludzkiej wrażliwości na rzecz zysku płaci pacjent, ubytkiem na zdrowiu a nawet utratą życia. Zdecydowanie więc wyciągajmy wnioski z naszego nadmiernego zaufania wobec tzw. „ prestiżowych zawodow „, w myśl wciąż aktualnej zasady: lepiej zapobiegać niż leczyć.

Także w kwestiach prawnych mamy dużo spójnych zachowań dla wsparcia siebie, swoich spraw – za darmo ! W sprawie prawnie spornej pomiędzy stronami warto dążyć do kompromisu ( to forma uległości, ale działająca po obu stronach ) tj. ugodowego rozwiązania (w formie pisemnej ) , określając zakres tego kompromisu. Taka forma, to minimum formalności i kosztów ( nagroda sądowa) zachowując ( co ważne ) wzajemne, dobre relacje z drugą stroną. Możemy też korzystać z oferty mediacji przed-sądowej w obecności urzędnika sądowego, który zadba o zachowanie procedur a my unikniemy walki procesowej. Traktujmy rozstrzyganie procesowe jako ostateczność. Internet, poradniki i komentarze prawne wprowadzi nas w zmiany legislacyjne w temacie nas interesującym. Poszukiwanie podobieństw przedmiotu sprawy na forum internetowym, możliwość korzystania z darmowych porad prawnych ( prawnicy w organizacjach pozarządowych, w MOPS-ach ),posługiwanie się wzorcami pozwów, które znajdują się w każdym sądzie (na tablicach informacyjnych ) nie powinno nam tworzyć trudności do samodzielnego napisania sądowego wniosku.
W ten sposób unikniemy „zapędzania nas klientów w kozi róg „ kiedy prawnik celowo dramatyzuje, przypisując prostej sprawie formę nieskończenie złożoną ( dla sztucznego rozdęcia czasu informacyjnego i ściągnięcia tym wyższego honorarium ) a potem okazuje się, że sędziowie zamykają wszczęte procesy zanim zdążą się rozwinąć – złymi sugestiami prawników, podejmujący bezkrytycznie także sprawy które ich przerastają, a potem uciekają od odpowiedzialności za nie.

Pozew do sądu nie wymaga prawnego języka stricto, a tylko jasnego określenia celu naszego wniosku, wskazując świadków i materiał dowodowy lub ich miejsce. W miarę możliwości wniosek sądowy precyzujmy na dwóch stronach, koncentrując się na kwestiach ważnych dla sprawy, równie czy mniej ważne możemy przekazać ustnie w trakcie składania zeznań. Pilnie obserwujmy, co jest protokołowane, ten zapis będzie główną podstawą do orzekania wyroku.
Tylko nieliczne sprawy sądowe są tak ciężkiego kalibru, że sami nie będziemy w stanie im podołać – są też takie, które w pełni pozostają w zasięgu naszych możliwości Wystarczy w siebie uwierzyć a potem już tylko…. działać.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here