Minęło 15 lat… Wracamy na Camp Nou!

0
1902

Widziałem wtedy najwięcej radości, a zarazem rozpaczy na metr kwadratowy – to zdanie najlepiej oddaje wszystko, co działo się 26 maja 1999 roku na stadionie Camp Nou w Barcelonie. Był to jeden z najdramatyczniejszych meczów w historii futbolu. Na pierwszy plan wysunęły się dwie potęgi: Manchester United i Bayern Monachium.

Niepozorny początek
90 tysięcy widzów na trybunach, 89 stacji telewizyjnych przekazuje informacje do 201 krajów na świecie. To największe piłkarskie wydarzenie w 1999 roku! Spotkanie już przed pierwszym gwizdkiem było bardzo wyjątkowe. To pierwszy finał w historii Champions League, w którym nie ma włoskiego klubu.
Manchester wyszedł na murawę w tradycyjnych, czerwono-białych strojach. Po drugiej stronie ustawiła się ekipa z Monachium w szaro-fioletowych barwach. W składzie angielskiej drużyny nie zabrakło takich gwiazd jak: Beckham, Cole, Neville, czy Schmeichel. W ekipie z Niemiec nie mogło zabraknąć Oliviera Kahna, Zicklera oraz Janckera. Spotkanie rozpoczął włoski arbiter Pierluigi Collina.
Mecz od pierwszych minut stał na wysokim poziomie. Obie drużyny od początku dawały z siebie wszystko.
W 6 minucie spotkania, obrońca Manchesteru fauluje tuż przed polem karnym Janckera. Sędzia dyktuje rzut wolny. Do piłki podchodzi Mario Basler i pięknym strzałem umieszcza futbolówkę w prawym, dolnym rogu bramki Petera Schmeichela.
„Czerwone diabły” chciały szybko drobić stratę, ale tego wieczoru obrona przeciwników była nie do przejścia. Pomimo korzystnego wyniku Bawarczycy nie cofnęli się pod własną bramkę. Gra nadal była bardzo dynamiczna, piłka wędrowała z jednego pola karnego na drugie.
Do pierwszej połowy sędzia doliczył 1 minutę. Drużyna z Manchesteru na przerwę schodziła w grobowy nastrojach. Wiedzieli, że mają już tylko 45 minut na zmianę rezultatu na korzystny.

Cisza przed burzą
Na drugą połowę obie ekipy wyszły z nowym zapasem sił i odpowiednio zmotywowane przez swoich szkoleniowców. Spektaklu ciąg dalszy. Niemcy od początku rzucili się do ataku. Stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji. Wynik pozostawał niezmienny. Manchester United stał się przez jakiś czas nieobecny. W dalszej części gra toczyła się w środku boiska. Bramkarze obydwu drużyn nie mieli zbyt wiele pracy. Nie była to jednak wina słabej gry obu drużyn, ale bardzo dobrze spisujących się formacji defensywnych, które grały bezbłędnie.
W 55 minucie doskonałą sytuację zaprzepaścił Jesper Blomqvist, po jego strzale piłka poszybowała nad poprzeczką bramki Oliviera Kahna.
W dalszej części spotkania, można było oglądać sporo nieczystych zagrań po stronie obydwu drużyn. Wynikały one z presji jaką zafundowało piłkarzom to spotkanie.
Do 90 minuty Manchester nie potrafił znaleźć drogi do bramki rywala. Ławka rezerwowych Bayerny czekała już na końcowy gwizdek. Byli pewni końcowego sukcesu. Anglicy na tle całego spotkania spisywali się nieco gorzej od swoich rywali więc nikt nie liczył na niespodziankę.
W grze było kilka przerw spowodowanych faulami oraz zmianami. Sędzia do regulaminowego czasu gry postanowił doliczyć 3 minuty. Kibice Manchesteru United modlili się na trybunach o cud i….

90 + 3 = horror
91 minuta spotkania. Rzut rożny dla „Czerwonych diabłów”. Wszyscy gracze Manchesteru wraz z bramkarzem biegną pod pole karne przeciwnika. Dośrodkowanie przechwytuje jeden z graczy Bayernu, chce oddalić piłkę od własnej bramki. Ta wpada pod nogi Ryana Giggsa, który niewiele myśląc strzela, tor lotu zmienia jeszcze Teddy Sheringham (wprowadzony na plac gry kilkanaście minut wcześniej) i za chwilę może wznieść ręce w górę! Wynik staje się sprawą otwartą!
Zarówno kibice jak piłkarze i trenerzy angielskiego klubu cieszyli się jakby wygrali całe spotkanie. A był to gol wyrównujący, więc czekała ich jeszcze dogrywka, a gdyby ta nie przyniosła rozstrzygnięcia, o losach meczu decydowałyby żuty karne.
Ale do dogrywki nie doszło. Stała się coś nieoczekiwanego.
W 93 minucie doliczonego czasu gry, Manchester United pogrążył niemiecki klub.
Kolejny rożny dla anglików. Piłkę w pole karne posyła David Beckham. Trafia ona na głowę Sheringhama, który ni to strzela, ni to zrzuca ją na but Ole Gunnara Solskjaera, a ten ładuje futbolówkę pod poprzeczkę bramki Kahna. Piłkarze Bayernu są w szoku, kibice Bayernu są w szoku, w szoku jest połowa widzów przed telewizorami.
Modlący się kibice teraz skaczą z radości, natomiast przyjezdni z Niemiec nie mogą uwierzyć w to co się stało w ostatnich trzech minutach spotkania. A przecież zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki.
W pomeczowym wywiadzie trener Manchesteru United – Sir Alex Ferguson wypowiedział słowa „ Football, bloody hell”. Dzisiaj te słowa uważane są jako historyczne, a sam wywiad z trenerem uważa się za jeden z najważniejszych.
Parę lat później z kolei okazuje się, że gol Norwega może i był najważniejszym w jego karierze, ale też zapłacił on za niego słoną cenę. Może nie za samo trafienie, ale za ten wślizg radości po nim – już tak. To wtedy je uszkodził. Pamiętam, jak po meczu wszyscy się cieszyli, a Ole chodził i mówił: ”Uszkodziłem kolano”. Od tamtej pory zawsze miał z nim problem – powiedział Teddy Sheringham.
Po 1999 kariera Solskjaera to jedno wielkie pasmo kontuzji. Ale kto wie, czy mając do wyboru tak ważnego gola w tak niesamowitym meczu, czy pełne piłkarskie zdrowie i tak nie wybrałby tego pierwszego.
Jak niewiele trzeba, aby radość zmieniła się w smutek, a przegrana stała się sukcesem. Wypada jednak pamiętać, że to właśnie niepodważalna siła i uroda futbolu, sportu nie tylko 20. wieku, ale z pewnością także następnego stulecia…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here