Przygody emigranta w Danii

0
866
emigrant w danii
emigrant w danii

Życie emigranta nigdy nie było pozbawione przygód, problemów, czy zabawnych sytuacji. Zobaczmy realia:

„Osobiście żyłem już w trzech krajach jako imigrant: w Danii, w Chinach i obecnie w Tajlandii. Zapewne każdy, gdy to przeczytał, stwierdził, że Chiny czy Tajlandia to zupełnie inny świat, ale prawda jest taka, że już w Danii to poczułem. Cała przygoda emigranta zaczęła się po odebraniu wyników matur. Co człowiek może poczuć, gdy po całym procesie edukacji nagle się okazuje, że najważniejszy egzamin w jego życiu zdał bardzo dobrze?

Odpowiedź to: strach. Człowiek na ogół boi się tego, co nieznane, niewiadome – podobnie było w tej sytuacji. Zamiast radować się ze zdanych egzaminów, zadałem sobie pytanie: „co teraz?”. Najpopularniejszym obecnie rozwiązaniem jest pójście na studia – ja jednak stwierdziłem, że poradzę sobie w życiu bez tego. Szybko znalazłem pracę w zakładzie psychiatrycznym w Danii i niewiele myśląc – pojechałem. Język angielski był u mnie zawsze bardzo dobry – nie bałem się braku możliwości dogadania się. Praca wyglądała dość dobrze – Duńczycy robili sobie pół godzinne przerwy co dwie godziny i dawali mi darmowe jedzenie. Mieszkałem na wsi we własnym domu – nie wyglądało to jednak jak polska biedna wieś: było to miejsce zamieszkania bogatych ludzi. Nie spotkałem tam nigdy żadnego Polaka – w związku z tym mój angielski znacznie się polepszył. Jak to w życiu bywa, gdy jest za dobrze, to musi się coś posypać. W tym wypadku było podobnie i po miesiącu dostałem wypowiedzenie z powodu: „w sumie to cię już nie potrzebujemy”.

Wstyd by mi było wracać do Polski – pożegnałem się tam ze wszystkimi co najmniej, jakbym wyjeżdżał na dziesięć lat; a teraz miałbym wrócić po miesiącu? Nie ma mowy: jadę do Kopenhagi w ciemno. Spakowałem się, poszedłem na pociąg i po drodze zgubiłem portfel ze wszystkimi swoimi pieniędzmi. Jak to się stało? Zapewne własna głupota, choć do dziś nie jestem tego pewny. Popytałem w okolicy, zadzwoniłem na policję – nic to nie dało. Moja sytuacja wyglądała dość marnie: po miesiącu mieszkania samemu jestem w obcym państwie bez pieniędzy, miejsca do spania i pracy. Cóż mogę zrobić – pójść do kogoś i poprosić o pomoc? Zapewne byłoby to najrozsądniejsze, ale ja jestem zbyt dumną osobą. Z pieniędzmi czy bez – jadę do Kopenhagi w ciemno. Znalazłem jakąś tekturę, napisałem na niej z duńskiego: „Kobenhavn” i poszedłem na najbliższą drogę łapać stopa. Był to mój pierwszy raz w życiu, gdy łapałem stopa i wszystko poszło sprawnie – dojechałem szybko i bezboleśnie. Już w Kopenhadze nie miałem pojęcia co ze sobą zrobić: gdzie spać, jak zdobyć jakieś pieniądze itp. Stwierdziłem, że mogę spać na dworcu, a w międzyczasie pójdę do biblioteki, napiszę CV, wydrukuję i będę rozdawał wszędzie, gdzie się da. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Wtedy na dworcu, kombinując jak tu jeździć bez biletu (w końcu do biletu, który kosztuje 5zł, brakuje mi dokładnie 5zł) usłyszałem najpiękniejsze słowa, jakie po miesiącu bez języka polskiego może usłyszeć Polak: „nosz k#$wa mać!”. Nie myśląc zbyt wiele, podszedłem do autora tych słów i przywitałem się mówiąc jak gdyby w obcym, jednak świetnie zrozumiałym dla nas języku, o którego istnieniu niemal zapomniałem.

Po krótkiej rozmowie okazało się, że mogą mieć dla mnie prace i że zadzwonią, jak mnie będą potrzebowali. Rozentuzjazmowany stwierdziłem, że jestem głodny i nie mam za co kupić jedzenia. Poszedłem do pobliskiego sklepu i zaproponowałem, że mogę u nich pracować w zamian za jedzenie, wyjaśniając uprzednio moją sytuację. Stwierdzili, że mogą mi dać jedzenie za darmo, ale odmówiłem – nie chcę niczego za darmo. Tak więc po godzinie wynoszenia śmieci i sprzątania dostałem bułeczki. Z wodą w Danii nie ma problemu – można pić z kranu, a kran znaleźć to nie sztuka. Najedzony wydrukowałem swoje CV i roznosiłem wszędzie, gdzie się dało. Trzy dni żyjąc na dworcu, myjąc się w publicznej toalecie, roznosząc CV, sprzątając i jedząc bułeczki z wodą z kranu, byłem z siebie dumny, jak jeszcze nigdy przedtem. Myślałem o swoim życiu, że jest całkiem poukładane, a o sobie, że jestem zaradny. I wtedy właśnie dostałem telefon, że mój portfel się znalazł i jest do odebrania na wsi, gdzie go zgubiłem. Nie wiele myśląc pojechałem tam, przeżywając swoją drugą w życiu przygodę autostopem.

Z portfela ubyło pięćdziesiąt euro, ale byłem tak szczęśliwy, że nawet nie pomyślałem o robieniu z tego powodu komukolwiek problemów. Wróciłem do Kopenhagi tym razem pociągiem i przespałem ostatnią noc na dworcu. Dzień później znalazłem dom pełen Polaków, gdzie zamieszkałem i szybko znalazłem jakąś pracę na budowie; oczywiście bez umowy czy ubezpieczenia. Nigdy wcześniej nie pracowałem na budowie, ale jakoś dawałem radę. Żyłem tak około dwóch tygodniu, aż dostałem telefon z KFC, że dostałem pracę. Zarobki były naprawdę świetne, więc momentalnie się zgodziłem i przepracowałem tam kolejne 7 miesięcy, po których czekały mnie znacznie ciekawsze i ekstremalne przygody, gdy pojechałem do Chin. Również autostopem, tym razem z portfelem – ale to jest temat na kolejny artykuł.

Jak wyglądało życie w Danii? Niespecjalnie ciekawie: człowiek oszczędza ile może i nie może sobie pozwolić na za dużo wydawania – zwłaszcza, że przykładowo piwo w barze kosztuje około 80zł. Tak czy inaczej, dla kogoś, kto chce szybko zarobić jakieś konkretne pieniądze, jest to dobra opcja. Co prawda nie polecałbym mojego sposobu, ale jednak zawsze można spróbować. Dworzec w Kopenhadze jest całkiem wygodny.”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here